Wyszłam prędko za Michaelem, chłopak czekał na mnie oparty o wysoki mur i uśmiechał się pokazując swe białe zęby. Skłamałabym mówiąc, że chłopak nie jest ani trochę przystojny. Jego opadająca na czoło grzywka dodawała mu jeszcze dodatkowo uroku. Chłopak patrzał na mnie oczekując, aż się w końcu odezwę. Nie wiedziałam od czego mam zacząć, tym bardziej że nasze relacje nie należały do najlepszych. Był on zbyt pewny siebie i może przede wszystkim właśnie dlatego nie dogadywałam się z przyjacielem mojego chłopaka.
- Pewnie wiesz o czym chcę z Tobą porozmawiać. - Zaczęłam. - A raczej o kim.
- Domyślam się, że chodzi Ci o Nathana. Słyszałem, że zerwaliście i wyszło to tylko na jego korzyść, w końcu się od Ciebie uwolnił. Dobrze Ci radzę zapomnij o nim i przestań do niego wydzwaniać, bądźmy szczerzy, nie jesteś z jego ligi, nigdy do siebie nie pasowaliście. - Rzucił prosto z mostu to co o mnie myślał. Zabolały mnie jego słowa, ale.. jak to zerwaliśmy? Przecież Nathan nie powiedział, że już nie chce ze mną być, z resztą ostatnio w ogóle się do mnie nie odzywał, skurwysyn. Czyżby Michael miał rację? Może faktycznie Nathan nie chciał już dłużej ze mną być i właśnie dlatego nie odbierał ode mnie telefonów i nie kontaktował się ze mną? Ale z drugiej strony, czemu mi o tym po prostu nie powiedział? Czyżby się bał, że nie dam mu spokoju? Mylił się.
Wydawało mi się, że chłopak mnie kocha, ale jak widać byłam zaślepiona, by dostrzec że on wcale nie jest ze mną szczęśliwy, tak jak mi się wydawało.
- W sumie masz rację, powinnam dać sobie spokój z dupkiem, który nawet nie ma odwagi ze mną normalnie zerwać! - Wydarłam się na niego i skierowałam na boczną drogę. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu by przetrawić na spokojnie to, co powiedział mi przed chwilą Michael. Do moich oczu zaczęły napływać łzy, a ja biegłam przed siebie. Potykałam się co chwile o własne nogi, wstawałam i biegłam dalej. Nagle zatrzymało się przede mną czarne volvo i wysiadło z niego dwóch mężczyzn ubrano na czarno. Nie byłam wstanie im się uważnie przyjrzeć ze względu na to, że było ciemno. Jeden z mężczyzn podszedł mnie od tyłu, a drugi zaś stanął koło mnie. Chciałam krzyczeć, ale ze strachu nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Facet, który stał za mną przełożył mnie przez ramię i zasłonił mi ręką twarz. Zaniósł mnie za jakiś budynek, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Było tu całkiem pusto i szanse, że mnie ktokolwiek usłyszy były zerowe.
- No to teraz się zabawimy, Catherine. - Wywarczał mi prosto do ucha po czym rzucił na ziemię. W moich oczach było można spostrzec jeszcze większe przerażenie niż było przed paroma sekundami, po tym jak usłyszałam swoje imię. To nie mógł być przypadek, mężczyzna mnie znał i zaplanował porwanie.. ale dlaczego i kim on był? Na to pytanie nie byłam w stanie odpowiedzieć.
Porywacz wyciągnął z kieszeni bluzy pistolet i przyłożył mi do skroni. Jęknęłam.
- Rozbierz się! - Zażądał, a do moich oczu znowu napłynęły łzy, byłam przerażona jak nigdy dotąd. - Nie mazgaj mi się tu, chcę Ci sprawić tylko przyjemność. Zapamiętasz tę chwilę to końca swego nędznego życia. - Na jego twarzy mogłam dostrzec uśmiech, złowrogi. - Słyszysz kurwa, rozbieraj się!. - Jego palec przesunął się na spust. Nie chciałam ryzykować życia, dlatego ściągnęłam sukienkę. Mężczyzna gapił się na mnie w ciszy przez dłuższy czas. Schował pistolet z powrotem do kieszeni, a mnie pociągnął do siebie zdzierając przy tym ze mnie bieliznę. Nie mogłam na niego już patrzeć, czułam obrzydzenie, wiedziałam co się zaraz wydarzy. Przechyliłam głowę do przodu kładąc ją na ramiona, spoczywające na zabrudzonym asfalcie.
Poczułam pieczenie i ból, przestępca pchał mnie, wchodził i wychodził ze mnie. Zrobiło mi się nie dobrze, przed oczami miałam mroczki i prawdopodobnie zasłabłam.
****
Siedziałam przywiązana do krzesła, rozejrzałam się dookoła. Byłam prawdopodobnie w garażu lub w jakiejś opuszczonej fabryce, czy cokolwiek to było. Po lewej stronie były starte, kartonowe pudła, natomiast po prawej.. była czerwona plama. Była to albo rozlana farba, albo co gorsza krew. Kręciłam się na wszystkie strony próbując rozluźnić sznury. Drzwi się otworzyły i rozpoznałam w nich mężczyznę, który niedawno mnie zgwałcił, a za nim wszedł jego kolega. Obaj do mnie podeszli, teraz byłam w stanie im się dobrze przyjrzeć. Obaj mieli kilkodniowy zarost i byli lekko umięśnieni, ale byli całkiem młodzi jak na bandziorów. Najwięcej mogli mieć z 25 lat. Gwałciciel miał czarne włosy i na jego ramieniu spostrzegłam tatuaż smoka. Jego kolega był blondynem i miał rozciętą wargę, widać że rana była świeża bo krew mu jeszcze leciała.
- Czego ode mnie chcecie? - Zapytałam.
- Dowiesz się w swoim czasie. - Odpowiedział mi brunet. Zgaduję, że on tu rozkłada karty.
- To znaczy kiedy? - Chciałam wiedzieć.
- To znaczy w swoim czasie, czego Ty nie rozumiesz? Może jutro, może za trzy dni albo za tydzień. Trochę spędzisz z nami czasu, a Kendall uprzyjemni Ci ten czas. - Puścił oczko do kolegi, zapewne właśnie Kendalla. - Jest Twoja, wiesz co masz z nią zrobić. - Zwrócił się do niego i wyszedł.
Chłopak uwolnił mnie ze sznurów, a kiedy chciałam wstać by rozprostować moje obolałe ciało ten przywalił mi z pięści w twarz. Automatycznie chwyciłam się ręką za policzek, mój nieprzyjaciel powalił mnie na ziemię i skopał po brzuchu. Z mojej buzi rozlała się krew..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz