wtorek, 2 czerwca 2015

Rozdział 1

Siedziałam na kanapie próbując dodzwonić się do Nathana, jednakże na marne. Żałowałam, że nie byłam ostatnim razem uparta i pozwoliłam mu tak po prostu odejść. Nagrałam mu się kilka razy na pocztę głosową, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi z jego strony. Miałam różne myśli w głowie i wiele pytań. Co mu się stało? Kto go tak pobił i dlaczego? Dlaczego mnie tak ignoruje i nie chce ze mną porozmawiać? Zawsze przecież gadaliśmy o wszystkim, razem przechodziliśmy przez te trudne chwile, byliśmy na dobre i na złe. Rzadko się kłóciliśmy, ale nawet jeżeli to o jakąś głupotę, staraliśmy się dojść do porozumienia i za chwilę wszystko znowu było w porządku. Kocham swojego chłopaka i wiem, że on czuje do mnie to samo... chyba, że jednak nie? Nie, to nie jest możliwe, on na pewno mnie kocha, nie raz mi to przecież udowodnił i pokazał. Jak mogłam w ogóle pomyśleć, ze jest inaczej?
- Głupia. - Skarciłam się w myślach.

***

Umówiłam się z Annie i Markiem, moimi przyjaciółmi, że spotkamy się w restauracji "Wesołe Koniki”. Organizowano tam dzisiaj dobrą zabawę, a właśnie tego mi teraz było najbardziej potrzeba, bym mogła chociaż na chwilę się oderwać i zapomnieć o chłopaku, który już to ewidentnie zrobił.
Założyłam na siebie czerwoną sukienkę, w której dawno się nie pokazywałam i do tego czarne obcasy. Przejechałam kredką po oczach i pomalowałam usta błyszczykiem. Zrobiłam dzióbek przeglądając się w lustrze i uznałam, że mogę już wychodzić.

Kiedy przyszłam na miejsce, moi znajomi czekali już na mnie w środku. Próbowałam wypatrzeć któregoś w tłumie tańczących. Nie sądziłam, że zjawi się aż tyle osób, tym bardziej, że lokal nie jest zbyt znany i przychodzą do niego nieliczne osoby, a mimo tego był teraz pełny.
Spostrzegłam Marka i Anne przy barze, uściskałam ich i zamówiłam dla siebie whiskey. Zwykle piję tylko piwo albo drinki, ale dzisiaj miałam ochotę na coś mocniejszego.
Impreza się rozkręcała coraz bardziej i z minutę na minutę pojawiało się jeszcze więcej osób.
- Mark, chodź zatańczyć! - Chwyciłam przyjaciela za rękę i poprowadziłam go na środek parkietu za nim zdążyłby się sprzeciwić. 
Stawiałam odważne ruchy, wymachiwałam rękoma na prawo i lewo w rytm piosenki. Muzyka bębniła mi w uszach, wczułam się nią. Tańczyłam jak zahipnotyzowana. Po chwili dołączyła do nas Anne i szaleliśmy we trójkę.
Koleżanka skakała i piszczała jak wariatka, prawie udało jej się zagłuszyć muzykę, na szczęście wszyscy za dobrze się bawili by zwrócić na nas uwagę.
Kiedy usłyszałam piosenkę Ariany Grande 'Problem', zaczęłam do niej śpiewać.
- No,no.. nie sądziłem, że potrafisz tak pięknie śpiewać. - Skomplementował mnie Mark, a ja nadal śpiewałam. Znałam tą piosenkę na pamięć, z resztą tak samo jak resztę mojej ulubionej wokalistki, którą była Ariana.
Zmęczeni poszliśmy do baru na drinki. 
Wśród bawiących się spostrzegłam wysokiego, chudego szatyna. Był to Michael, kumpel Nathana. Pomyślałam, że skoro on tu jest to pewnie mój chłopak wpadł razem z nim, jednak się myliłam, nigdzie go nie znalazłam. Stwierdziłam, że muszę dowiedzieć się od niego o co chodzi z Nathanem, on na pewno wiedział cokolwiek o nim.
- Michael! - Zawołałam zmierzając w jego kierunku. - Michael, poczekaj! To ważne! - Szatyn spojrzał na mnie i kiedy już byłam prawie przy nim, ten się odwrócił i skierował do wyjścia. 

1 komentarz: